|
|
piątek, 18 maja 2012
Majówka
Podobnie jak większość Polaków , wzięłam 3 dni urlopu, by móc cieszyć się labą przez dni dziewięć. Już dawno zaplanowałam, że weźmiemy psa i pojedziemy na Warmię dotrzymać towarzystwa naszej głowie rodziny, aczkolwiek tenże pracować miał cały czas. Nie mniej jednak udało nam się odbyć parę fajnych wycieczek. Frombork, Elbląg i Malbork w upalnym słońcu i doborowym towarzystwie spełniły nasze oczekiwania. Planowaliśmy również morską przeprawę przez Zalew Wiślany do Krynicy Morskiej tudzież Kaliningradu, ale okazało się, że droga wodna jest w remoncie. Cokolwiek to znaczy.:( Bo trochę mnie ta informacja ubawiła. Niby, że wyrównują piasek na dnie, czy co?! :) Było przyjemnie, smaczne jedzenie, tylko cena za miejsce parkingowe pod zamkiem w Malborku może odstraszać. 20 zł. do 4 godzin!!! Nawet parking na Okęciu jest w tym momencie bardziej przyjazny, bo oczekujący na wylot czy przylot nie stoją tu dłużej niż 2 godziny, co wyniesie 16 zł. Szkoda, że czas tak szybko upływa, bo ani się obejrzałam, trzeba było wracać do szarej rzeczywistości. I wszystko byłoby ok, gdyby samochody chciały jeździć na jakimś bardziej ekonomicznym paliwie. Cena benzyny, mimo niskiego spalania (7 litrów na setkę przy silniku 1,8 L) , spowodowała nielada spustoszenie w portfelu, bowiem przejechałam ponad 1,5 tysiąca kilometrów przez te parę dni. Ale cóż to jest podług wieczności, jak powiedziałby klasyk!

wtorek, 14 lutego 2012
Aga con filo nero
Dawno mnie tu nie było. Ten czas stanowczo za szybko biegnie. Święta, Nowy Rok, kupa zajęć swoich i córki, która rozpoczęła w październiku uczestnictwo w unijnym programie pn."Z ziemi włoskiej do Polski", co zaowocowało tygodniowym pobytem w północnych Włoszech i nawiązaniem kontaktów z młodzieżą ze szkoły hotelarskiej w Padwie. W kwietniu rewizyta. Włoszki przylatują do Łodzi, skąd razem z klasą Młodej udadzą się w Małopolskę. Kraków, Wieliczka, Zakopane, Bukowina i , o dziwo! na prośbę Włoszek, Oświęcim! Póki co trwa nauka języka, który jest niebywale miły dla ucha i łatwy do przyswojenia. Miałam okazję przekonać się o tym, kiedy to udałyśmy się tam na tydzień na narciarskie szaleństwo. Z roku na rok ta przyjemność drożeje o kilkaset złotych, ale cóż to znaczy w porównaniu z tym, co człowiek czuje i widzi z perspektywy wysokich Alp. Radość nie do opisania, kiedy na 10 kilometrowej trasie szerokości ponad 100 metrów jesteś tylko ty i twoja latorośl! Ponadto niebywałym doświadczeniem był fakt, że z całego samolotu (174 osoby) byłyśmy jedynymi Polkami jadącymi do tej właśnie miejscowości , cała reszta pojechała w innym kierunku. Pensjonat okazał się rewelacyjny, gospodyni również, mimo, że mówiła tylko po włosku i francusku, nie stanowiło to bariery. Mój kolejny raz we Włoszech pozwolił mi na rozumienie tego, co się do mnie mówi, gorzej było z odpowiadaniem, ale i to powoli się poprawia. W ekstremalnych sytuacjach korzystałam z tzw. traduttore, czyli tłumacza on-line. Dzięki niemu, nie miałam problemu z poproszeniem o igłę z czarną nitką w sytuacji ekstremalnej na stoku, kiedy to spodnie narciarskie pod wpływem ewolucji uległy rozpruciu na całej szerokości w miejscu dość strategicznym. Jak widać po tytule niniejszego wpisu, było to dość proste zdanie. Szkoda tylko, że ten czas tak cholernie szybko płynie. Było mi cudownie, ale zdecydowanie zbyt krótko. Może w przyszłym roku ten błogi stan szczęśliwości w białej przestrzeni będzie dłuższy?! OBY!!!
sobota, 01 października 2011
Wyspa Afrodyty
Wszystko, co dobre szybko się kończy.Niestety. Dwa tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Cypr okazał się być cudownym miejscem nie tylko na spędzanie tam wakacji, ale również na życie. Nie dziwię się synowi, że tkwi tam już 4 lata. Sama chętnie wyniosłabym się tam już teraz, ale trochę brakuje mi środków na zakup domu. :) Jest ich tam do kupienia więcej niż mam włosów na głowie. Ceny nawet nie zabijają w porównaniu z cenami nieruchomości w Polsce. Jedna wygrana w naszego lotka pozwoliłaby mi na urządzenie sobie wygodnego życia. I nie mówię tu o żadnej kumulacji. Ale zostawmy to. Wyspa Afrodyty przywitała nas w środku nocy temperaturą 29 stopni i wilgotnością 70%. Kolejny dzień po przebudzeniu to już 33 stopnie, cudowny wiatr od morza i ferria kolorów krzewów i kwiatów, ale tylko w pobliżu domostw i hoteli. Cała bowiem wyspa kolorytem i podłożem przypomina przedpole Sahary tudzież "pumeksową" planetę. A wysuszona roślinność w postaci zszarzałych, kolistych krzaków przemieszcza się niesiona wiatrem niczym w krajobrazie wyjętym żywcem ze starych, dobrych westernów. Nieprawdopodobny kontrast dla fioletowo-pomarańczowo- amarantowych bugenwilii, białych i różowych oleandrów, żółto-pomarańczowych kwiatów chlebowca i całej masy innej roślinności z naciskiem na soczystą zieleń figowców, fikusów(wielkości naszych kasztanowców), drzewek cytrusowych, palm rozlicznej maści, lazurowego nieba i błękitnych lagun. Że o kryształowej czystości wody w morzu nie wspomnę. Urlop minął pod znakiem pływania, leniwego zwiedzania okolic, degustacji lokalnych win (całkiem niezłe), dobrego jedzenia, a przede wszystkim doborowego towarzystwa. No i rzecz najcenniejsza- byłam blisko syna, który mimo, że pracuje zupełnie gdzieś indziej, przyjął na siebie rolę gospodarza i przewodnika. Było cudnie, ale zdecydowanie za krótko. Jedyne, co mi pozostało, poza wspomnieniami i fotografiami oczywiście, to wyjątkowa opalenizna, która niestety szybko przeminie.


poniedziałek, 05 września 2011
Ciepłe kraje
Nareszcie! Po trzech latach wyjeżdżam w niedzielę na urlop. W dodatku w bardzo fajnym towarzystwie. Daleko i w bardzo gorące klimaty. mimo, że coraz gorzej znoszę upały, to cieszę się bardzo. Jestem częściowo spakowana, w głowie już tylko luksusowy hotel i lenistwo totalne. Lazurowe morze, błękitne niebo, mohito w dłoni i bliskość pierworodnego chociaż przez 2 tygodnie. Żyć, nie umierać!!!
środa, 20 lipca 2011
Nawałnica
Strasznie długo mnie tu nie było. Aż niemożliwe, ze czas tak szybko płynie. W międzyczasie mój mąż wrócił do pracy, córka osiągnęła pełnoletniość, zdążyla wjechać na Cypr, lada chwila wróci z powrotem, mimo, że upłynie miesiąc odkąd jej nie ma. Mój czas dzielę na pracę i psa. Wyjazdy na działkę w celu wybiegania go weszły już na stałe do mojego grafiku. Dziś mój podopieczny przezył horror związany z nawałnicą, jaka po południu przeszła przez miasto. Ja przeżyłam niemniejszy, siedząc za kierownicą auta i modląc się, żeby żadne z mijanych przeze mnie drzew nie rczyło złamać się tuż przede mną, lub co gorsze, przygniatając mnie w nim do podłoża. W ciągu paru chwil światem zawładnęła ciemność, wiatr rozwinął szaloną prędkość, a ulice przypominały rwące potoki i bystre rzeki. Po powrocie do domu, obraz zniszczeń, jaki ukazał się moim oczom w najbliższej okolicy, zszokował mnie do głębi. Drzewa wyrwane z korzeniami, mnóstwo połamanych gałęzi i wszendobylska woda szorująca kazdym chodnikiem i osiedlowymi uliczkami. W domu kolejny szok. pies, który powinien być, gzieś zniknął. A niełatwo zgubić się w dwóch pokojach z kuchnią. Minęło kikla minut, zanim go znalazłam schowanego głęboko pod kanapą w ciemnym kącie. Trząsł się niemiłosiernie a kiedy mnie zobaczył, przytulił się jak dziecko i nie pozwolił mi ruszyć się z miejsca przez następne 20 minut. Uspokoiło go glaskanie i pojawienie się słońca za oknem. Dopiero wtedy gotów był wyjść na spacer. I , o dziwo!, szedł przy nodze nie ciągnąc mnie wcale, natomiast z dużym zainteresowaniem śledząc wszystko, co pojawiło się na chodnikach po wyżej wspomnianej burzy.
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Wiosna
Nareszcie wiosna. Mimo niewyspania czuję, że żyję. Świat w słońcu wygląda cudownie. Odwiedziłam stare śmieci. Spędziłam tam dobę, spotkałam znajomych i od razu czuję się lepiej. Marzę o urlopie i póki co, zazdroszczę moim rodzicom wakacji na Kanarach. Polecieli dziś o ósmej rano. Czekam na urlop- to już niedługo. Zaraz po Świętach. Ale ja mogę "polecieć" póki co do Pelagii!!!! (Gmina Wodzierady) :( No cóż, zawsze to coś! Ale nie będę musiała siedzieć w 37 metrach kwadratowych. I na pewno będzie pięknie! Tej wersji się trzymam!!!
środa, 23 lutego 2011
Powrót do przeszłości.
Ostatnio na nic nie mam czasu. Tygodnie mijają jak godziny. W pracy - pracy w bród- dzięki czemu tydzień mija , jak mgnienie oka. Mąż prawdopodobnie od połowy marca wróci do pracy. On się cieszy, ja też. Z jednej strony przecież o to własnie chodziło- przywrócić Mu normalne życie. Z drugiej-odwykłam od Jego codziennej obecności w domu i już jestem zmęczona. Przez 29 lat był gościem w domu. Teraz od września zeszłego roku jest w tzw "trybie ciągłym". Myślę, że zarówno On, jak i ja jesteśmy tym stanem zmęczeni. Co nie znaczy, że nie będziemy za sobą tęsknić, kiedy wyjedzie na swoje Mazury. Przez tyle lat każde z nas miało swój życiowy rytm, który ostatnio był nieco zaburzony. Teraz na nowo musimy nauczyć się żyć. Póki zdrowie dopisuje nie ma się o co martwić. Wyniki Jego badań są niezłe, choć leki immunosupresyjne wpłynęły niestety na pracę nerek. Mam jednak nadzieję, że fakt bycia pod stałą kontrolą ośrodka w Zabrzu nie pozwoli na przeoczenie niepożądanych sygnałów. Najważniejsze, że pozwalają Mu wrócić do pracy po półrocznym okresie zwolnienia. Widywać się będziemy rzadziej, ale dzięki temu mniej będzie niepotrzebnego " iskrzenia". Póki co, jutro są Jego urodziny i imieniny i już nie mogę się doczekać, jaka będzie Jego reakcja na prezent, który wspólnie z córką kupiłyśmy. Mam nadzieję, że będzie zadowolony. Wszak to cała linia "Obsession" Calvina Klein'a.
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Zmęczenie
Już jedną nogą byłam we Włoszech. Wyjazd na narty został zarezerwowany w internecie. I co?! I wielkie nic!!!!! W tym terminie , rejonie i samolotem okazało się być niemożliwe do zrealizowania. Płakałam pół wieczora, winiąc za wszystko rodzinę, z którą zawsze jeżdżę. Mieli to załatwić od ręki na początku grudnia, ale było jeszcze TYLEEEEEE miejsc! Po Nowym Roku i ich powrocie okazało się, że nie ma już miejsc, tam, gdzie chcieliśmy.l Jestem zrozpaczona. Mogę lecieć sama,w inne rejony, ale co to za przyjemność?!! Nie mieć do kogo otworzyć gęby?! To nie dla mnie. Póki co, moje zmęczenie osiąga apogeum! Po cichu liczę na to, że ktoś zrezygnuje. Ale obawiam się, że ze swoim zmęczeniem będę musiała barować się jeszcze do lata.....
wtorek, 21 grudnia 2010
Nareszcie sama
Człowiek jednak jest istotą niezdecydowaną.Kiedy nie ma w domu syna i męża czuję braki. Teraz, kiedy w domu jest komplet, mam szczerze dość. Denerwuje mnie ciasnota w mieszkaniu, torby podróżne w charakterze szafy też, a ponad to jakiś ciągły zgiełk i hałas. I tak już od 8 dni. Wczoraj pierwszy kryzys-rodzinna pyskówka. Dobrze, że poszłam rano do pracy. Jako jedyna z domu. Teraz na szczęście, jestem sama w domu. Rodzina udała się na zakupy. Cisza i spokój, pies u siebie w koszyku, żyć , nie umierać! Oby te ich zakupy potrwały wiecznie!!!!!!!
czwartek, 16 grudnia 2010
Kulinarne wpadki
Zima trzyma,mrozy coraz większe, odśnieżania samochodu i miejsca parkingowego mam dość już, a to dopiero początek:( Póki co, trochę cieplej zrobiło się na duszy, kiedy po 10 miesiącach zobaczyłam swojego pierworodnego.Przyleciał w poniedziałek. Dziwię mu się wprawdzie, bo na Cyprze jest dużo cieplej, mimo wiatrów i deszczu, ale chciał nareszcie spędzić Święta w domu. Niestety został skazany tym samym na kilkunastostopniowe mrozy, ale facet wydaje się być szczęśliwy. Ja natomiast wykazuję się w kuchni i gotuję na życzenie. Wszak na Cyprze kuchnia inna. I w ten oto sposób schabowe z kapustą, rosół, pomidorowa, tatar, zalewajka i mnóstwo innych , typowo polskich potraw gości ostatnio na naszym stole, mimo, że lekkie, greckie sałatki, tudzież suvlaki osobiście wolę bardziej. Wszystko pod Pierworodnego! Ale nareszcie po raz pierwszy od 3 lat przyleciał na miesiąc. Mam nadzieję, że zdążymy się nagadać. A on zapamięta wreszcie, że grzybowa to Boże Narodzenie, bo ostatnio ugotował ją sobie w wielkanocną niedzielę u siebie w Protaras. Podobnie zrobił z makiełkami. Ale cóż, dopiero od 3 lat facet musi sobie dawać radę sam w kwestiach kulinarnych. Póki co dziś miał problem w sklepie, czym jest por a czym seler, (?!)nieopatrznie poprosiłam go o zrobienie zakupów. Na szczęście w sklepie panienki wiedzą, co sprzedają. Wątpliwości nie miał jedynie w przypadku marchewki:(
|